Jednorożec, czyli wyzwanie urodzinowe

środa, sierpnia 28, 2013

Ubiegły tydzień upłyną pod znakiem szybkiej nauki podstaw cukiernictwa, a wszystko to za sprawą 5 urodzin małej L.
Młoda i jej największe życzenie wypatrzone na YT - tęczowy tort z jednorożcem szybko stały się przedmiotem moich ostatnich działań w kuchni, a ponieważ nigdy wcześniej nie robiłam ciasta z barwnikami, a tym bardziej nie lepiłam cudów z masy cukrowej było to dla mnie ogromnym wyzwaniem :)

Zaopatrzyłam się więc w niezbędne przydasie i składniki, które zdecydowanie przyspieszyły prace. Potrzebowałam przede wszystkim masy do ukształtowania jednorożna, barwników do zafarbowania części masy oraz przyborów do dekoracji ciasta m.in. nóż do wyrównania tęczowych plasków, lukier do dekoracji.

Zamówione produkty: 
Wilton Zestaw barwników spożywczych w żelu 8szt. (do nabycia)
Wilton Lukier plastyczny biały
Wilton Strunowy nóż do krojenia tortów (do nabycia)
Wilton Lukier królewski (do nabycia)

Wzorem miał być torcik z jednorożcem znaleziony przez L. na YT.



O samym cieście napiszę w osobnym poście. Oczywiście biszkopty piekłam zanim wykonałam jednorożca, jednak ten był dla mnie najbardziej stresującą częścią całego ciasta ;)
Postanowiłam iść dalej tropem video tutoriali i tym oto sposobem trafiłam na filmik pokazujący krok po kroku jak wykonać jednorożca z masy cukrowej.


Przy wykonaniu posiłkowałam się dokładnie umytymi akcesoriami do modelowania ciastoliny pożyczonymi od małej L. Sprawdziły się idealnie do formowania nozdrzy oraz mordki konia, a także pomogły przy nakładaniu linii rzęs przy której niesamowicie trzęsły mi się rączki.

Pierwszy etap cukrowego debiutu obejmował ukształtowanie tułowia i głowy, którą usztywniłam dwiema sklejonymi wykałaczkami. Można użyć dłuższy patyczek do szaszłyków, wówczas głowa będzie się trzymała stabilniej, a u nas od biedy jednorożec był trochę skulony choć może aż tak bardzo tego nie było widać na sam koniec :)


Po wyschnięciu tułowia, który suszyłam przez kilka godzin przy włączonym wirniku termoobiegu piekarnika (UWAGA! Bez ustawienia temperatury. Powietrze było suche o temperaturze pokojowej) przystąpiłam do kolejnego etapu. Jeśli macie więcej czasu dobrze jest zostawić figurkę do przeschnięcia na noc - bez przykrycia, na wolnym powietrzu w suchym pomieszczeniu.


Do tułowia doklejone zostały nogi, ogon, uszy, oczy, kości policzkowe i łuki brwiowe, duże czarne oczy z linią rzęs oraz róg. Ten ostatni ukształtowałam na wystającej wykałaczce. W oryginalnym video wykałaczka ta jest ucinana, po czym umieszczona zostaje w nieco innym miejscu. Osobiście uznałam, że w tym przypadku wystający kawałek nie wygląda źle i może posłużyć jako baza do rogu bez konieczności obcinania. Jeśli macie więcej wprawy można pobawić się w usuwanie i przemieszczanie bazy rogu.

Wszystkie dodane w drugim etapie elementy oraz zaznaczenie ścięgien na przednich nogach dodały jednorożcowi wyrazu. Następnie ponownie odstawiłam jednorożca do przeschnięcia (co nie jest oczywiście konieczne!). Bałam się, że świeże elementy mogę uszkodzić dodając kolejne detale, dlatego zdecydowałam, że resztę dokończę następnego dnia. I nastała kolejna noc... :)

Na koniec ostatnie detale - grzywa i końcówka ogona, które na życzenie L. miały być pierwotnie fioletowe jednak ze względu na niezbyt dobry odcień fioletu w zestawie postanowiłam wykorzystać różowy barwnik.


Całość odstawiłam do przeschnięcia. Na torcik umieściłam dopiero przed samym przyjęciem. Do tego czasu jednorożec stał sobie dumnie na blacie kuchennym bez przykrycia.

Do dziś jestem dzięki jednorożcowi niezwykle dumną mamą :) Gdy przyniosłam ciasto na stół, każdy z niedowierzaniem pytał czy sama go zrobiłam, a może kupiłam?! Dla mnie najważniejsze było, że się udało! Ufff... No i radość małej L. - bezcenna!

  • Share:

You Might Also Like

3 komentarze