DIY

Hydroponika dla początkujących

środa, lipca 13, 2022

 

Nasza przygoda z hydroponiką zaczęła się w marcu 2022. Mój mąż zafiksował się filmikami na YT i tak oto zapragnął spróbowania tej metody uprawy roślin. Najpierw zrobił listę potrzebnych rzeczy - opalarka, rury, rurki i kolanka PCV, pompka, beczka, odżywki itd., a później myślał, myślał i myślał... Bardzo zależało mu na hodowli pionowej, jednak po dłuższych przemyśleniach - gdzie i jak to będziemy trzymać przystanęliśmy na wersji poziomej. Kupiłam mu gotowy zestaw startowy na Aliexpress i już po 14 dniach z racji wysyłki z terenu Europy paczka była u nas. Zanim jednak zacznę Wam opisywać nasze przygody z uprawą na wodzie warto wyjaśnić samo pojęcie hydroponiki. Na czym polega ta cała uprawa na wodzie? 
Hydroponika dla początkujących



Co to jest hydroponika?

Hydroponika to alternatywa do tradycyjnej uprawy roślin w ziemi. W tej metodzie nie ma podłoża, więc wszystkie składniki odżywcze potrzebne roślinie podawane są w postaci specjalnych odżywek wprost do wody, w której częściowo zanurzone są korzenie uprawianych roślin. Woda poddawana regularnej cyrkulacji za pomocą pompki. Cały układ jest zamknięty, jednak zasób wody uzupełnia się z niemal tą samą częstotliwością, co substancje odżywcze. 

Jak zacząć uprawę hydroponiczną?

Do uprawy roślin w metodzie hydroponicznej potrzebny będzie stelaż z rur z odpowiednimi otworami, w których umieszczane będą koszyczki z wykiełkowanymi nasionami. Jeśli jesteście z natury majsterkowiczami stelaż możecie zrobić sami lub kupić gotowy w sieci. Nie wiem, która opcja jest bardziej opłacalna. Gotowy stelaż rur z 54 otworami, podstawą i pompką oraz koszyczkami i gąbkami do kiełkowania kosztował nas niecałe 300zł z przesyłką. Tutaj należy zaznaczyć, że są to rury z otworami na koszyczki o średnicy około 3cm, więc są one stosunkowo małe. Na początku nie wiedzieliśmy na co będzie to realnie wpływać. Z czasem wyciągnęliśmy wnioski za i przeciw, ale to tym wspomnę później. Do zestawu musieliśmy dokupić nieprzezroczystą beczkę 20L, miernik pH i twardości wody oraz zestaw nawozów do hydroponiki Plagron Hydro A&B (można wybrać inny wg uznania). Ogólnie to ważne, aby rury i poszczególne elementy nie przepuszczały światła, ponieważ w słoneczne dni mogą zacząć rosnąć w systemie glony. Kiedy wszystko jest już prawie gotowe pora na wybór roślin. 

Z entuzjazmem przygotowaliśmy nasiona i gąbki do ich kiełkowania. Roślinki przygotowujemy jeszcze poza całym systemem. Tak jest zdecydowanie oszczędniej. W zagłębienia gąbek wrzucaliśmy po 2 nasionka. Użyliśmy głównie sałaty masłowej, szpinaku, pietruszki naciowej, bazylii sałatowej, pomidorków koktajlowych i długich ogórków szklarniowych. Gotowe gąbki z nasionami umieściliśmy na głębszej tacy i mocno podlaliśmy wodą. Całość przykryliśmy folią spożywczą, aby zapewnić ciepło na południowym parapecie. Można też użyć małych szklarenek takich na parapet używanych do kiełkowania rozsad.

 

Jakie rośliny nadają się do uprawy hydroponicznej?

W hydroponice można uprawiać w zasadzie wszystko, jeśli się jest dosyć upartym człowiekiem i ma się choć minimalne pojęcie o prowadzeniu uprawy ziemnej. Nie jesteśmy ekspertami, więc w naszym wyborze kierowaliśmy się sugestiami znalezionymi w sieci. Postawiliśmy na wybrane gatunki wymienione jako najłatwiejsze w uprawie:
  • sałata - pH: 6.0 – 7.0
  • pomidory - pH: 5.5 – 6.5
  • jarmuż - pH: 5.5 – 6.5
  • ogórki -  pH: 5.5 – 6.0
  • szpinak - pH: 6.0 – 7.0
  • bazylia - pH: 5.5 – 6.5
  • mięta - pH: 5.5 – 6.5
Powyżej podaję preferowane pH, o czym wcześniej nie pomyśleliśmy. Rośliny rosnące w jednym systemie powinny mieć utrzymywane pH, które lubią. W naszym przypadku najlepiej rosła sałata, ponieważ pH często się podnosiło z racji twardej wody. Pod uwagę należy także wziąć preferowaną temperaturę i wilgotność. Pomidory i ogórki lubią ciepło, natomiast sałata może rosnąć także w niezbyt ciepłym pomieszczeniu. 
Istotnym parametrem jest również dostęp do światła słonecznego. My naszą uprawę założyliśmy w dogrzewanym ganku z jednym oknem od strony zachodniej, dlatego wspomagaliśmy się lampą UV do uprawy roślin. Dzięki niej zapewnialiśmy roślinom 18h światła w ciągu doby. Stąd też bierze się to różowe światło, które wywołało falę pytań sąsiadów :) 
Po uruchomieniu pompki i wlaniu 10L wody zauważyliśmy, że beczka opróżnia się, więc konieczne było uzupełnienie wody i proporcji odżywki. Ponadto musieliśmy wymienić nogi na wyższe, ponieważ pompka była za silna i podczas działania wypełniała rury po same brzegi otworów unosząc koszyczki z roślinkami tak, że czasami wypadały. Dokupiliśmy odpowiedniej średnicy rurę i zrobiliśmy z niej dłuższe nogi, co zrównoważyło siłę wynoszenia wody przez pompkę. Ogólnie w obiegu znajdowało się około 15l wody z właściwą proporcją nawozów. W naszym przypadku zgodnie z tabelą producenta:


Jak uprawiać rośliny w hydroponice?

Skiełkowane nasiona obserwujemy. Wybieramy jedynie mocniejszą roślinkę, dlatego jeśli wykiełkują obydwa słabszą usuwamy. Kilkucentymetrowe roślinki umieszczamy w koszyczkach, a te w otworach na stelażu z rurami. 
Nasza hodowla szczęśliwie rosła podlewana w interwałach czasowych regulowanych przez programator czasowy. Na początku czas pracy pompki wyniósł 15 minut i 15 minut przerwy i tak przez całą dobę. Ktoś sobie pomyśli - strasznie dużo z tym zabawy i w sumie ma rację. Na początkowym etapie też mi się tak wydawało, ale traktowałam to raczej jako nowe, ciekawe doświadczenie. Mój teść stwierdził, że to żadna hodowla i nigdy się nie zwróci. Cóż może i miał rację. Ja jednak podchodziłam do tego, jako czegoś nowego i własnego. Tymczasem sałata najżwawiej rosła. 



Z satysfakcją dzieci skubały większe listki do kanapek już w kwietniu. A my z dumą obserwowaliśmy roślinki i ich rosnący system korzeniowy. Opieka nad hydroponiką ograniczyła się jedynie do uzupełniania co tydzień odpowiedniej dawki odżywki.
  
Kiedy rośliny podrosły pojawiły się pierwsze wnioski. Po pierwsze wcześniej wspomniane pH. Na początku ogórki rosły bardzo ospale. Prym wiodła sałata i szpinak. Niestety ten ostatni w hydroponice daje niewielki plon i to nie ze względu na słabe rośnięcie. Liście były duże i dorodne, a do tego bardzo chrupkie. Niestety musiałabym posiać chyba 54 roślinki, żeby móc rozkoszować się kilka razy sałatką ze szpinaku. Po tym doświadczeniu wydaje mi się, że lepiej byłoby pozostawić w jednym koszyczku więcej niż jedno skiełkowane nasionko. Tym samym szpinak wylądował jako dodatek do kanapek i jego kariera w hydroponice została zakończona. Było to jednak bardzo smakowity finał :)


Bazylia sałatowa i natka pietruszki rosły bardzo powoli. Po upływie kolejnych tygodni nadal dominowała sałata i ogórki, a także powoli pomidory. Z tymi ostatnimi pojawił się problem z podpieraniem, bo przecież w hydroponice nie ma mowy o tyczkach. 

Kiedy tylko zrobiło się cieplej w ogrodzie pojawiła się mała szklarnia, czyli kolejny ogrodowy debiut. Dotychczas mieliśmy tylko podwyższone grządki, o których pisałam już dobrych parę lat temu. Hydroponika trafiła na nowe miejsce do ciepłej i słonecznej szklarenki, gdzie pojawiły się nowe wnioski i doświadczenia. 

 

Po pierwsze pojawiła się możliwość podwiązania ogórków i pomidorów. Możecie alternatywnie użyć rozwieszonej siatki lub tak jak my pojedynczych sznurków. 
Po drugie rośliny zaczęły szybciej rosnąć. Być może to przypadek i tylko kwestia tego, że weszły akuratnie w taki dynamiczny etap wzrostu. Osobiście jednak uważam, że dużą różnicę zrobiło im prawdziwe światło słoneczne zamiast lampy UV. 
Po trzecie pojawiły się pierwsze poważniejsze problemy i tutaj chcę się na nich skupić. 

Problemy z uprawą hydroponiczną

Wraz ze wzrostem systemów korzeniowych wydajność pompki zaczęła spadać. Na początku woda mogła swobodniej przepływać. Z czasem jednak korzenie zajmowały coraz więcej miejsca w świetle rur przez co przepływ wody był trudniejszy. Zwiększyliśmy wtedy czas pracy pompki na 30 minut z przerwą na 30 minut. Po pewnym czasie jednak pompka przestała działać. Okazało się, że osad z nawozów zapchał silniczek i do cotygodniowego rytuału dodaliśmy czyszczenie kratki i wirnika pompki. Niestety pomogło to tylko na pewien czas. W międzyczasie zamówiłam nową niby silniejszą pompkę z filtrem AquaEl 500L/godz. Dotychczasowa miała wydajność 200L, dlatego myślałam, że nowa pompka lepiej poradzi sobie z przepływem wody wśród korzeni. Nic bardziej mylnego. Niby lepsze parametry, ale to wynoszenie wody szło jej bardzo opornie. Na szczęście sałaty zjadaliśmy na bierząco, więc miejsca dla pozostałych roślin robiło się więcej. Ogórki wspinały się po sznurkach,  a pomidory zakwitły. W szklarni robiło się coraz przyjemniej, a wraz z tym pojawił się problem ubywającej wody. Jak się okazało parowanie w okresie czerwca było już tak duże, że uzupełnianie, a nawet wymianę wody, musieliśmy robić czasem nawet kilka razy w tygodniu. Ostatecznie zwiększyłam jej ilość w beczce, co pomogło na jakiś czas. 
Później w rurce odpływowej pojawiły się glony. Niestety to była ta przezroczysta część instalacji hydroponicznej. Pomógł dodatek wody utlenionej 3ml na 1 galon wody (ok. 3.78L), którą dolałam do beczki.

A potem przyszedł urlop... Plany wyjazdu na tydzień i dotychczasowe problemy nie pozostawiały nam żadnych złudzeń. Sałatę można było zjeść do obiadu, ale co z resztą? 

Z racji tego, że planowałam uprawę roślin w szklarni zaczęłam się zastanawiać czy mogę włożyć ogórki, pomidory, bazylię i natkę z hydroponiki do ziemi. Zaczęłam poszukiwania w internecie i wszędzie przewijały się informacje o tym, że system korzeniowy roślin uprawianych na wodzie jest inny i bardziej wrażliwy niż ten u roślin uprawianych od nasionka w ziemi. No cóż... Nie miałam wyboru. Tydzień przed wyjazdem napełniłam worki do sadzenia ziemniaków (35cm wysokości i 35cm średnicy) ziemią bio do grządek podwyższonych i posadziłam w nich po 4 koszyczki ogórków szklarniowych i po 4 koszyczki pomidorków koktajlowych. Bazylię włożyłam też do ziemi do doniczki, a natkę włożyłam do doniczki z wodą na jak najszybsze zużycie. Przekładając rośliny do ziemi nie usuwałam ich z koszyczków ani gąbek. Korzenie były na tym etapie już tak bujne, że mogłabym je całkowicie uszkodzić podczas wszelkich prób. 

Wszystkie rośliny przeprowadzkę do ziemi i nowych warunków zniosły zaskakująco dobrze. Nie dociskałam tylko w żaden sposób ziemi, żeby nie zmiażdżyć delikatnych korzeni. Uznałam, że tak będzie najlepiej, a ziemię docisnę w razie potrzeby przed wyjazdem. Ogórki pierwszy dzień przywiędły, ale już następnego były jędrne i podniesione. Dowiązałam je do dotychczasowych sznurków, a pomidory podparłam bambusowymi patykami.  Wszystko ładnie się przyjęło, a system hydroponiki został złożony do następnej wiosny a może nawet późnej zimy.

Jak potoczył się los posadzonych roślin? O tym napiszę w kolejnym poście poświęconym szklarni. 

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze