Tort - Zamek z piasku

Czyli o tym, jak zbudowałam całkowicie amatorski podwójny tort urodzinowy moich córek z ubiegłego roku na 8 i 3 urodziny. Myślę, że nie odnotowano takich przypadków zbyt dużo, więc dzielę się swoim pomysłem na podwójny tort dla dwóch solenizantek. 


W ubiegłym roku padł pomysł plaży i piasku, więc impreza była utrzymana w letnim, wakacyjnym stylu nawiązując też do miesiąca, w którym się odbywała czyli sierpnia. W tym roku już słyszałam zapowiedzi tęczowych babeczek. Podejrzewam więc, że powrócę znowu z czymś nowym, choć temat tortu babeczki już kiedyś był. 

Piasek do tortu, całkowicie jadalny, powstał z połączenia kilku znalezionych w sieci przepisów. Byłam tak przejęta całą inicjatywą, że zrobiłam wersje próbne ciasta i piasku na tydzień przed planowanych przedsięwzięciem. Chciałam wykonać wymyślone połączenie ciasta, kremu, malinowego musu i piasku, a do tego sprawdzić stabilność i trwałość całości. 

Mała L. z uporem pomagała mi we wszystkich testach, a ja powoli miałam dość smaku ciasta i dodatków. Nie przejmowałam się tym zbytnio, ponieważ z reguły, kiedy już coś ugotuję lub upiekę, to całkowicie nie chce mi się tego jeść. I nie sęk w tym, że mi to nie smakuje, wręcz odwrotnie sprawia mi to niesamowitą frajdę, a przygotowania relaksują.

W finalnej wersji leciutkiego i stabilnego biszkoptu na maśle znalazł się krem z mascarpone i bitej śmietany, warstwa z malinami prosto z ogrodu i malinowego musu. Z racji wysokości i obawy, że od upałów tort może nie przetrwać zbyt długo nawet w zamkniętym pomieszczeniu, gdy na zewnątrz temperatura przewyższa 30C w cieniu postanowiłam, że tylko jedna warstwa będzie z owocami, a zamki będą dwukondygnacyjne. W zamian za to obok stanęły wykonane z rożków do lodów wieżyczki pokryte cienką warstwą kremu i obtoczone w piasku. Detalami uzupełniającymi całości były oczywiście świeczki, chorągiewki, czekoladowe muszle z jadalnym brokatem Wiltona w kolorze oceanu, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia, oraz wstążka z plastycznej gum paste (o wiele bardziej stabilnej niż plastyczna masa cukrowa) na której widniał napis o obchodzonej uroczystości :-)


Z racji upałów dodatkami były ciastka upieczone w tubkach do lodów (widoczone na powyższym zdjęciu), na które przepis umieszczę w najbliższym z postów.

Wracając jednak do samego wykonania tortu. Torty piekę zwykle wieczorami, a ich przygotowanie pochłania na ogół dwa wieczory nasza lodówka zamienia się w cukierniczą chłodnię :-) Tak wyglądał tort w trakcie przygotowania. Oto gotowe do złożenia piętra.


Zanim jednak powstały zastanawiacie się skąd miałam odpowiedniej wielkości tortownice. Otóż nie miałam. Wykorzystałam dwie posiadane tortownice i piekłam torty w dwóch turach. Aby zachować wymyślone proporcje docinałam mniejszą kondygnację od odpowiedniej wielkości talerza. Na upieczone mniejsze blaty, pocięte na odpowiednie grubości kładłam talerz i wycinałam blat o odpowiedniej średnicy. Dziewczynki zjadały odkrojone części z radością, dlatego jeśli nie mamy takiego rynku zbytu będziemy musieli pomartwić się o to co zrobić w takiej sytuacji z odkrojonymi odpadkami.

Bogatsza o poprzednie doświadczenia, tym razem postawiłam na wzmocnienie konstrukcji. Zamówiłam w internecie przekładki do tortów, aby górne części miały sztywny spód, a do ich podparcia kupiłam specjalne patyczki, które zapobiegają zapadaniu się wyższego piętra. Dzięki temu po zdmuchnięciu świeczek możemy śmiało zdjąć górną część tortu. 

Sama dekoracja przebiega u mnie na obrotowym talerzu do pizzy. Równie amatorsko, ale w końcu potrzeba matką wynalazku. Jest to wygodny sposób, który na pewno przyspiesza pokrywanie tortu kremem i finalną dekorację. 

Jeśli macie pytania odnośnie takiego tortu możecie śmiało pisać je w komentarzach. 

2 komentarze:

 

O mnie

Moje zdjęcie

30 wiosen. Mama 2 wspaniałych córeczek. Lubiąca w wolnym czasie gotować, piec, fotografować i szperać w sieci w poszukiwaniu nowych inspiracji.

Archiwum

zBLOGowani

zBLOGowani.pl